Nasz azyl w Barcelonie


Podejmując decyzję, że jedziemy na własną rękę do Barcelony w pierwszej kolejności kupiliśmy bilety na samolot. Mąż powiedział : kupuj- to kupiłam. Mieszkanie znaleźliśmy bardzo szybko: miało być niedrogie i w centrum tzn. blisko Barcelonety, którą uwielbiamy, jak i blisko Barri Gotic. Udało się nam znaleźć mieszkanie, w którym na 30 metrach było wszystko: salon, sypialnia, jadalnia, kuchnia, łazienka, balkon. Nie wiem, jak to jest możliwe, ale nie było nam ciasno,  widok z okna był na wąską uliczkę i mieszkania sąsiadów. Łazienka (prysznic, toaleta i umywalka)  była wielkości  trzydrzwiowej szafy wnękowej w naszym mieszkaniu w Polsce. Mieszkanie było w starej kamienicy, w rustykalnym stylu, światło zachodzącego słońca dawało klimat  minionej epoki.

naszego prania nie widać :)










Tyson i Elliott- koty mają dwa lata, 2012

Chłopaki są z nami już dwa lata. Starzejemy się razem, coraz więcej śpią, coraz mniej psocą. Nie zmienia to faktu, że kanapa i fotele w naszym salonie są do wymiany. Zabawkami szybko nudzą się, ale pieszczoty uwielbiają. Takie nasze mały tygrysy.




poranna prasówka


ale o co chodzi?

2012.10.17 - Jest już późno, koty śpią



2012.09.18 - Mamy dwa koty bliźniaki, które mają różne gusta smakowe. Tyson jest typowym kotem, który uwielbia saszetki Felixa, Elliott natomiast jada tzw. ludzkie jedzenie czyli jakiś pasztet, jakąś mielonkę. Elliott uwielbia suchą karmę, Tyson nie -  chyba, że jest bardzo głodny. Jeden jest szczupły, a drugi "trochę" gruby - domyślacie się, który z nich jest jest fanem kocich "chipsów"... 
Skoro blog jest kulinarny, to wspomnę jeszcze, że obaj uwielbiają surowe mięso, w końcu tygrysy, to drapieżniki.
Co sobotę na sąsiednim targowisku, u tej samej  sprzedawczyni kupuję 40 dkg żołądków i 40 dkg kurzych serc. Czasem mam problem, bo szybko znikają, a koty w domu czekają głodne...









Elliott,  16.09.2012
Historia w 3 aktach





tak śpi tylko Elliott

tak śpi Tyson

Tyson jest zawsze czujny , no i głodny

Moja stopa, to przypdek - Elliott sam chodzi na spacery

Elliott udaje, że poluje


Łosoś w kolejnej odsłonie - z gałązką tymianku

Nic bardziej prostszego - łosoś w posypce z gorczycy (kupiony w sklepie) przygotowany w parowarze przez 20 minut, z ważnym elementem dekoracyjnym - tymiankiem, smacznego:)

Latem w mojej kuchni najczęściej korzystałam z parowara- bardzo szybki sposób na świetną rybę ( ryba jest lekka, soczysta i  "puszysta"), przyrządzona całkowicie bez tłuszczu. Piętro wyżej w parowarze towarzyszy jej moja ulubiona fasolka szparagowa lub brokuł,  na talerz jeszcze dodaję "coś surowego" najczęściej pomidory pokrojone w "ósemki" z bazylią i cebulką. PYCHA, i bez tłuszczu :)



Przystawka z łososia i awokado / Appetizer with salmon and avocado

Bardzo prosta przystawka - wędzony łosoś przeplatany paseczkmi awokado, polany oliwą i cytryną, oraz posypany pieprzem młotkowanym dla smaku i ozdoby.



Sałatka z łososia, krewetek... / Salad with salmon, shrimp ...

Sałatka błyskawiczna: wędzony łosoś, zblanszowane krewetki, połowa awokado, trochę groszku zielonego, zielona cebulka, zielona pietruszka, sok z cytryny, oliwa, sól , pieprz - wymieszać i gotowe. 
Sałatka jest bardziej smaczna, niż piękna.


Sushi - autorstwa Mario, pomaga Ewa i Jowita

Nasi przyjaciele zadzwonili do nas, że jutro jest TEN DZIEŃ, czyli dzień, w którym jemy SUSHI.
Mario był osobą, która zainsprowała mnie, że sushi jest potrawą , którą je się  nie tylko w restauracji, ale spokojnie można samemu je przyrządzić.  Ja nuczyłam się robić sushi  oglądając film instrukażowy na Youtube :).

Mario przygotował wszystkie składniki, krojąc je w cienkie podłużne plasterki: łosoś wędzony, awokado,  ogórek zielony, papryka czerwona, marchewka swieża. Przygotował też pastę z ryby wędzonej, posypkę z zielonej pietruszki i ogórka kiszonego ( pyszna), zblanszował krewetki koktajlowe.
Podstawowe składniki, to ugotowany ryż ( specjalny do sushi, należy przyrządzić wg przepisu na opakowaniu lub Youtube :)), marynowany imbir, wasabi, sos sojowy, serek kremowy, algi nori.
W zwijaniu rulonów sushi pomagała Ewa i Jowita.
Reszta towarzystwa piła dużo wina i dyskutowała zawzięcie, jak zwykle o wartościach, religii, polityce...






















Barcelona - Casa Mila (La Pedrera)


Nie będę starać się o własne wyszukane opisy Casa Mila. Budynek robi niesamowite wrażenie z zewnatrz, wewnątrz, a na samym dachu widoki są tak piękne, że aż dech zapiera. Jeśli jesteś w Barcelonie, to musisz je koniecznie zobaczyć. Najbardziej spodobały mi się pokoje dziecięce, odnosi się złudzenie, że za chwilę przybiegną dzieci, których ubranka wiszą na
wieszakach i zaczną bawić się swoim domkiem dla lalek.


Casa Milà  wg wikipedii: (La Pedrera) - znaczy Dom Mili - to budynek w Barcelonie powstały w latach 1906-1910. Zaprojektował go i wykonał Antoni Gaudí dla przedsiębiorcy Pere Mili i Jego żony. Jest to najbardziej dojrzały i ostatni projekt "świecki" tego architekta. Casa Milá, jak pragnął sam Gaudí, miała być odpowiedzią na brak interesujących budynków w mieście. Ze względu na prezencję (budynek wygląda jak potężny skalny blok) barcelończycy przezwali go La Pedrera, co znaczy Kamieniołom.W projekcie tym Gaudí nie używał, lub używał minimalnie, prostej kreski. Powoduje to, że fasada budynku przypomina wzburzone morze. Wygląda ciężko i monumentalnie choć wzniesiona jest z cienkich wapiennych płyt. Balkony zdobią kute z żelaza balustrady przybierające kształt dzikich chaszczy. Ozdobą fasady głównej są również specjalnie rozmieszczone ptaki, które maja sprawiać wrażenie szykujących się do odlotu. W środku budowli widać dbałość Gaudíego o szczegóły; każdy sufit posiada własną formę gipsową. Godne uwagi są też liczne mozaiki i stolarka. Na dachu architekt stworzył kominy przypominające kształtem dym. Całość wzniesiona została na nowatorskiej konstrukcji słupowo-belkowej, która jest wykonana w taki sposób, aby zmniejszyć  ilość  przekrojów (spowodowane było to niemożliwością opłacenia droższych materiałów) . Casa Milà nie została skończona z powodów zatargów z inwestorem. Pomimo to uważa się powszechnie ją za najpełniejsze dzieło Gaudíego, w którym zastosował w pełni owoce swego doświadczenia.













Jak tapas, to Barcelona !


W tym roku pojechaliśmy całą rodziną  na wakacje do Barcelony. Założenie było proste: miało być miejsko, hałaśliwie, pełno ludzi, plaża i morze, muzea i przede wszystkim smacznie. Zrezygnowliśmy z ofert biura podróży, ponieważ nie interesuje nas Costa Brava, raczej chcieliśmy poczuć się jak mieszkańcy Barcelony. Chcieliśmy żyć w sercu Barcelony - no i udało się. Poranne zakupy były już przyjemnością , jak co dzień zakup bagietek i chleba w piekarni, po tygodniu już wiedzielismy,  jak zamawiać po hiszpańsku nasze pieczywo do śniadania i osobne do potraw z owocami morza. Potem wycieczka do mercatu Santa Caterina ( 50 m od naszego mieszkania), by kupic "coś " na obiad. Piszę "coś" , ponieważ nasze menu uzależnione było od tego, co nam spodoba się w danym dniu, oraz czy sprostamy temu wyzwaniu :). Ku naszemu zdziwieniu poznaliśmy dwa oblicza zakupów: sprzedawcy  nie anglojęzyczni byli bardzo uprzejmi, wszyscy  bardzo chętnie chcieli  pomóc nie hiszpańskojęzycznym turystom  i było nam trochę głupio nie dokonać u nich później  zakupów.  Nie było sprzedwcy, który miał wszystko i w przystępnej cenie. Ta różnorodność ryb, owoców morza, kolorowych owoców i warzyw przyprawiała nas  o zawrót głowy, aż trudno było zdecydować się na coś konkretnego. Mieliśmy jedną zasadę - staramy się nie powtarzać naszych potraw, bo tak wiele przed nami  :).
Dopiero po śniadaniu mogliśmy ruszyć na miasto - Witaj Barcelono !

















































Barceloneta - w lokalu nie ma już miejsca:)

kultowe miejsce - bar Leo

bar Leo 








zdjęcie autorstwa G.G.













Wydruk

Print Friendly and PDF

Kraków - blog kulinarny